Praca z RZS. Jak funkcjonować zawodowo?

Czy mając RZS należy leżeć w domu i płakać? Czy mając RZS nie można podjąć żadnej pracy? Czy mając RZS nikt Cię do takiej pracy nie przyjmie? Według mnie to bzdura!

Ostatnimi czasy omijałam temat RZS, działo się tyle w życiu mojego dziecka, że bóle czy przemyślenia związane z moją chorobą spychałam na drugi plan. Nie miałam również zbyt wiele czasu dla bloga. Otrzymałam kolejny komentarz z prośbą o więcej tekstów o stawach. Oprzytomniałam. Halo! Przecież ja głównie w tym celu tego mojego bloga założyłam! Chciałam służyć radą i wsparciem osobom w podobnej do mnie sytuacji. Poprawiam się. Postaram się częściej pisać o tym moim życiu z tą paskudą. Dzisiaj na tapecie praca z RZS.

Czy trzeba rezygnować z pracy mając RZS?

Nie odpowiem Wam na to pytanie. Każda postać tej choroby przebiega inaczej. Niektórzy cierpią ogromnie, co uniemożliwia im jakikolwiek ruch. Ja mogę się wypowiadać tylko na mój temat i to właśnie zamierzam zrobić.

Nigdy przez myśl mi nie przeszło zrezygnowanie z pracy. Nigdy. Nawet w tych najgorszych momentach. Nawet po operacji dłoni, która zakończyła się zupełnie nie po mojej myśli – usztywnieniem na zawsze trzech palców. W tym momencie, pisząc to zdałam sobie z tego sprawę. Pomimo ogromnego bólu, pomimo trudności z poruszaniem, pomimo bólu uniemożliwiającego utrzymanie szczoteczki do zębów i samodzielnego użycia jej, nie zaświtała mi w głowie myśl o odejściu z pracy i odpoczywaniu w domu.

Charakter pracy ma duże znaczenie.

Pracy nie mam lekkiej. Pomimo, że jestem osobą zarządzająca, moje obowiązki są głównie fizyczne, jak to w sklepie odzieżowym. Tak więc przenoszenie ciężkich kartonów, przyjmowanie dostawy, układanie odzieży, obsługa na kasie czyli pakowanie ubrań do toreb i zdejmowanie zabezpieczeń. Niby nic, jednak przy niesprawnych dłoniach i nadgarstku to już takie nic nie jest. Ja absolutnie w tym momencie się nie żalę, chcę Wam przybliżyć jak to wygląda z mojej perspektywy. Bardzo lubiłam i nadal lubię tą moją robotę 😉 Być może z tego też powodu tak bez zastanowienia w niej trwam.

W moim zajęciu największym plusem jest ruch. Dużo ruchu. Oj kurczę na serio baaardzo dużo ruchu. Kto pracuje bądź pracował w odzieżówce ten się ze mną zgodzi. Nigdy nie odważyłam się zmierzyć ile kroków na takiej jednej zmianie robię 😉 Wchodzenie i schodzenie po drabinie minimum 100 razy dziennie pięknie pomaga dbać o formę. I dla mnie to jest mega ważne. Nie wiem jak potoczyłyby się moje losy gdybym miała pracę siedzącą podczas emisji choroby. Dziwne co. Pewnie sobie myślisz, jak to? Hello, no właśnie podczas emisji potrzebne jest dużo spokoju. Nie dla mnie, ja nie mogę się nad sobą rozczulać. Jeżeli zacznę biadolić to ciężko mi zmotywować się do dalszego działania.

Oczywiście w momentach wielkiego bólu zwalniałam się wcześniej z pracy, zamieniałam zmiany tak aby te dwa dni posiedzieć w domu. Dlaczego? Bo ból uniemożliwiałby mi wykonywanie jakichkolwiek obowiązków, bo mój nastrój i mój język kompletnie nie pasowałyby do sklepu w którym obsługuje się klientów. O tym jak radzę sobie z rzs możecie przeczytać TUTAJ

Wsparcie w miejscu pracy

Tutaj miałam zawsze dylemat: mówić że jestem chora czy nie mówić. Z jednej strony nie lubię dzielić się tą moją chorobą z innymi ludźmi. Nie lubię tych litościwych spojrzeń, tych słów pociechy, tego zerkania na moje wykrzywione palce. Ja nie uważam się za osobę niepełnosprawną chociaż inni tak właśnie mnie mogą postrzegać. Zawsze było kilka osób, które wiedziały o mojej chorobie. Było to przydatne podczas ataków bólu. Wiedziały wtedy co robić i pomagały mi zamieniać grafik abym mogła iść do domu. Wiedziały też, że cięższe prace fizyczne zlecam innym nie z powodu lenistwa lecz zdrowia. I to było dla mnie istotne.

Jeżeli chodzi o innych współpracowników, jeżeli ktoś zadał mi pytanie na temat dłoni odpowiadałam. Nie widzę tu powodu do kłamstw czy wstydu. Choroba jak choroba. Wielu ludzi nie zdaje sobie sprawy z istnienia tego typu schorzenia. Pomagam im zrozumieć na czym to polega. Niestety, nie da się do końca uniknąć litości. Trzeba się do tego przyzwyczaić, chociaż zawsze reaguję na to nerwowo.

Umiejętność przyznania się do gorszego dnia.

Jest to trudny skill ale trzeba się go nauczyć. Tylko bez narzekania, żalenia się i wzbudzania litości. Ja często mówiłam: “dziewczyny, przepraszam Was ale dzisiaj bardzo mnie boli i mogę być momentami nieprzyjemna. Dopóki leki nie zaczną działać, postaram się ograniczyć komunikację werbalną do minimum dla naszego wspólnego, lepszego samopoczucia”. Na początku wyganiały mnie do domu. Po pewnym czasie, zrozumiały że znam swój organizm i wiem jaki ból jestem w stanie wytrzymać bez uszczerbku na wykonywaniu obowiązków, że wiem czy ból przejdzie czy będzie się nasilał. W ten sposób udawało nam się wszystkim żyć w zgodzie. Jeżeli przyznamy się do swoich słabości będzie nam lepiej. Trzeba pokonywać bariery ale w pewnych sytuacjach lepiej jest na chwilkę odpuścić. Tylko nie kładźmy poprzeczki zbyt nisko bo ciężko nam ją będzie podnieść.

Dostosuj swoje zadania do możliwości

W moim przypadku polegało to na planowaniu zadań pod kątem mojej aktualnej aury. Część zadań przenosiłam sobie na kolejne dni, w przypadku gorszego samopoczucia oczywiście. Jeżeli dzień był lepszy to jak małe słoneczko grzałam wszystkich wkoło moim dobrym samopoczuciem. W przypadku gdy wypadało mi kilka godzin przy komputerze, zawsze starałam się co jakiś czas wyprostować gnaty i przejść się kawałek. Zbyt długie siedzenie nie robiło moim stawom dobrze.

Chyba byłoby na tyle. To są moje sposoby na pracę z RZS. Jeśli masz to paskudzstwo to pamiętaj, że na całe życie. Lepiej jest się zaprzyjaźnić i dostosować swoje życie, ale bez przesady 😉

A Wy jakie macie sposoby na przeżycie dni w swojej pracy?

Jeśli spodobał Ci się ten wpis to będę bardzo wdzięczna, gdy polajkujesz wpis na moim fanpejdżu, wpadniesz na instagrama lub polubisz mnie na FB.