Coś czego matka nie wie i nigdy się nie dowie!

Jaka jest największa bolączka matki?

Pewnie teraz ciśnie Wam się na usta milion przykładów. Być może trudno Wam wybrać tę jedną, największą. Przykładów jest mnogość co nie? Od braku czasu dla siebie, poprzez to, że potrzeby fizjologiczne załatwiamy wtedy kiedy nasze dziecko sobie tego życzy, kończąc na lawirowaniu pomiędzy radami lekarzy, mam, babć, znajomych a naszym własnym instynktem macierzyńskim.

Powtarzając tytuł – czy jest coś czego matka nigdy się nie dowie?

No tu pewnie też leci w moją stronę milion propozycji 🙂 No nie wiemy co robi nasze dziecko podczas gdy wychodzimy na 5 sekund do kuchni, wiemy tylko że wracając do pokoju siedzi na oparciu łóżka i macha nogami, bądź schowało się do szafy, lub znalazło jakąś mega interesującą rzecz jak kapeć, śmietek czy też zdechła mucha i z ogromnym zaangażowaniem sprawdza jak to smakuje. Nie wiemy co robi nasze dziecko siedzące w pokoju obok, lecz gdy nagle robi się cicho to matka już wie, że dzieje się tam coś złego ;), nie wiem co robi nasze dziecko gdy siedzi w wózku tyłem do nas itd. itp.

Mi jednak rozchodzi się o coś zgoła innego. Jest jedna sprawa na punkcie której wszystkie, ale to wszystkie mamy dostają świra. Ba, nie tylko mamy. Babcie czy ojcowie również nigdy tego nie wiedzą i z zaciekłością wszyscy walczą ze sobą, o postawienie swojej racji na górze. Mało, że Babcie, Mamy i ojcowie to na dodatek sąsiedzi również nie wiedzą tego ale uważają, że są bliżej prawdy niż reszta.

Czy już wiecie o co chodzi?

To też nie do końca jednoznaczne podpowiedzi, prawda? Tutaj też można podpiąć wiele problemów, spraw.

No dobra. Nie będę już tutaj grała na zwłokę jak Hubert Urbański w “Milionerach”

Wiecie co jest moim największym problemem? Wiecie co od narodzin mojego małego prezesa spędza mi sen z powiek? Wiecie przez co jestem niezdecydowana i zmieniam zdanie co 3 sekundy?

Czy dziecku jest ciepło czy zimno!

No czyż nie? Czyż nie jest to temat numer 1 od chwili narodzin?

Przedstawię tutaj taką przykładową sytuację, która ma miejsce w każdym domu:

-Zobacz jakie ma zimne rączki, zimno mu.

-Nie, ma ciepły kark  a właśnie w taki sposób sprawdza się ciepłotę ciała u dziecka. (a w myśli już się zaczyna lawina, a może nie prawda, może mu zimno, może dostanie zapalenia płuc, no mama ma racje, w końcu wychowała trójkę dzieci)

I teraz następuje przykrycie dziecka. Babcia idzie zadowolona, mama uspokojona. Trwa to 5 sekund, aż nagle w myśli Babci (a może teraz mu za gorąco, zgrzeje się i dostanie zapalenia płuc, może córka ma racje, w końcu świat poszedł do przodu, są badania, będzie na mnie)

– wiesz co córciu, odkryjemy go, masz chyba racje, zobacz jaki ciepły się zrobił.

Spacer trwa, kobitki uśmiechnięte. Mija kilka minut. Już teraz obydwie na głos zarzucają się argumentami na temat odkrycia dziecka. I tak cały spacer kocyk ląduje na dziecku by po chwili znaleźć się pod wózkiem. I tak w kółko. Nie tylko na spacerze, również w domu podczas drzemki. I nie tylko podczas snu ale na codzień.

Z tego co widzę minął rok i nic się w tym temacie nie zmieniło.

Ja nadal nie wiem czy mojemu dziecku nie jest za gorąco lub za zimno.

Być może zmieni się to gdy prezes zacznie mówić, tymczasem niezdecydowanie całej rodziny w tym temacie trwa w najlepsze!

Polecam przeczytać inny mój artykuł o tym co jest dobre a co złe dla nas i dla naszego dziecka KLIK

A jaka jest Wasza największa bolączka macierzyńska?

Jeśli spodobał Ci się ten wpis to będę bardzo wdzięczna, gdy polajkujesz wpis na moim fanpejdżu, wpadniesz na instagrama lub polubisz mnie na FB.