Jak znaleźć czas dla siebie, przy małym dziecku?

Da się? Czy to w ogóle możliwe? Kliknęłaś w link, więc nurtuje Cię to pytanie. Albo pijesz zimną kawę, chodzisz w koku spiętym recepturką z włoszczyzny i z przekrwionymi oczami marzysz o 3 minutach w samotności w WC, albo jesteś Panią swojego czasu (no powiedzmy tych dwóch godzin dziennie) i kliknęłaś tutaj z ciekawości, w poszukiwaniu nowego lifehacka. Cóż ja Ci mogę powiedzieć ciekawego, zastanawiasz się pewnie w tej chwili. Jak znaleźć czas dla siebie przy małym dziecku, w ogóle da radę? Ano, powiem Ci kobieto, że się da, że jest to możliwe, że nie jest to proste,ale też, że nie trzeba ze wszystkiego rezygnować!

Po pierwsze nie słuchaj narzekań i proroctw

  • ooo teraz to zobaczysz dopiero, na 3 lata znikasz, nie ma Cię
  • wyśpij się na zapas bo jak urodzisz to 4 godziny snu stają się luksusem
  • pasje? jakie pasje! zapomnij o wszystkim, kiedy Ty znajdziesz na to czas
  • a po co Ci zrobione paznokcie albo fryzjer, domem się zajmij, dzieckiem a nie o głupotach myślisz
  • ja to nie pamiętam kiedy miałam czas dla siebie, jak już mam chwilę wolną to idę prasować
  • dziecko potrzebuje matki, musisz zapomnieć o sobie

To jest tylko kilka wypowiedzi, które usłyszałam będąc w ciąży. Jak jawiło mi się macierzyństwo? Bardzo źle, nastawiona byłam na całkowite wyrzeczenie się swojej osoby co najmniej do osiągnięcia pełnoletności przez moje dziecko. Przyszykowałam się na dramat, zgrzytanie zębami, tłuste włosy spięte w niechlujny kucyk, wyciągnięte dresy poplamione keczupem i wory pod oczami niczym z Toma i Jerrego. Czy się to sprawdziło? Poniekąd tak. W niektóre dni rzeczywiście jest hardcorowo, ale zaraz, zaraz. Przed dzieckiem też miewałam takie dni, przed dzieckiem też niektóre momenty tak właśnie wyglądały i na co to zrzucić? No nie na macierzyństwo przecież. Czasem natłok spraw i obowiązków piętrzy się i piętrzy aż w końcu BUM. Wybucha i rozsypuje się niczym domek z kart. Wtedy należy to wszystko poukładać i zaplanować sobie na nowo. Z dzieckiem czy bez dziecka, dobre planowanie to podstawa. I swój rozum to też podstawa, i nie słuchanie narzekania innych!

Po drugie – miej rękę na pulsie i planuj

Na pierwszym miejscu zawsze jest i będzie Twoje dziecko. Tak już to w głowie się poustawiało. Możesz z tym walczyć ale nie ma to sensu. Aby znalazło się w tej Twojej głowie miejsce dla Ciebie trzeba to dobrze rozegrać. Planowanie i organizowanie- słowo klucz. Powiesz mi tratata, weź i coś zaplanuj z dzieckiem. Zgodzę się, ale trochę. Ja wiem, że mały obywatel ma największą radochę w psuciu naszych planów tak długo i tak mozolnie układanych. Ale mam sposób na to, aby troszkę go oszukać. Planuj szerzej, nie spinaj się na godzinach bo wtedy na bank nic Ci nie wyjdzie. Planuj w większym przedziale czasowym. Staraj się np. sprzątać w jeden dzień tygodnia, gotować na kilka dni, robić zakupy przez internet. To niby głupoty, ale dzięki temu oszczędzasz coś co jest bardzo, ale to bardzo drogie – swój czas! Usiądź i zastanów się, jak możesz udoskonalić wykorzystanie swojego czasu, co możesz robić lepiej. Pamiętaj, każda godzina zaoszczędzona na pracach domowych to Twoja godzina, podczas której możesz robić co chcesz! Warto się nad tym pochylić 😉 O planowaniu pisałam tutaj KLIK

Po trzecie – wsparcie męża / Babci / dzieci

Tak. To jest moim zdaniem N A J W A Ż N I E J S Z E. Po sieci krąży tekst o mężu, który nie pomaga żonie w obowiązkach domowych, tylko wykonuje je razem z nią, bo on też brudzi kibel i też musi go myć. I polać mu. I ma świętą rację. I taki mąż to skarb i marzenie. Gdyby mój Romeo nie był aż tak zaangażowany w pomoc w domu czy opiekę nad Jasiem, pewnie nie byłoby tego tekstu. Pewnie teraz, zamiast pisać ten tekst (w końcu to moja pasja) z kubkiem kawy bezkofeinowej wśród porozwalanych zabawek, czyściłabym wspomniany kibel, tudzież prasowałabym te małe słodkie łachy.

Mam jednak to szczęście, że małżonek mój jest mi wielce pomocny. Uwielbia spędzać czas z Jasiem, podczas gdy ja sobie rzucam garami, układając je w szafkach. Przegrywa w marynarza i zmywa nadmiar naczyń nie mieszczących się do zmywarki i wspomniane już gary. Pyta się czy posprzątać łazienkę i gdy mówię tak, srogo tego żałuje, ale robi to i robi to świetnie. Oprócz męża mam też Mamę, czyli Babcię Jasinki, która czasem ugotuje czy posprząta. Staram się z jej pomocy korzystać rzadko, żebym nie miała za dobrze i żeby jej nie męczyć (kobiecina schorowana, niech odpoczywa). I dzięki takiemu wsparciu mam czas, mam ten cholernie drogi czas aby się rozwijać.

Po czwarte – nie marnuj czasu na głupoty

Kiedy każdą wolną chwilę spędzasz na fejsie, insta lub czytając pudelka nie narzekaj, że nie masz czasu dla siebie. Oczywiście  social media są ważne, są obecne w naszym życiu ale są również ogromnym pożeraczem czasu. Tracimy tam wiele bezproduktywnych godzin. Są nawet odpowiednie aplikacje, który nam ten czas mierzą. Ustal sobie granice czasowe.  Ja planuję kiedy i ile czasu będę w “necie” spędzać. Oczywiście, nie jest to co do minuty.

Traktuję to jako swoistą nagrodę, kiedy uda mi się wszystkie plany spełnić, kiedy pouczę się już angielskiego, kiedy zadbam o swój osobisty rozwój, włączam sobie słodkie kotki i robię awww. A tak serio, to rzeczywiście staram się sięgać po telefon wieczorami, kiedy wszystko co miałam zrobić już zrobiłam. Dobija mnie gadanie typu “matko, nie mam na nic czasu” od osoby, która przez pół dnia przewija fejsa w poszukiwaniu rozrywki. W porządku, jeśli takie jest Twoje hobby to ok, jednak nie narzekaj! W ten sposób ciężko będzie znaleźć czas na swoje pasje. Nie zapominajmy, że w internecie znajdujemy też pożyteczne rzeczy 😉

To moje sposoby na picie ciepłej kawy, to moje sposoby na nie zatracenie siebie w tym całym macierzyństwie, to moje sposoby na bycie lepszą matką, bo gdy mam czas dla siebie, czas spędzony z Jasiem jest czystą przyjemnością.

A Wy? Jakie macie sposoby?

Podzielcie się, z chęcią skorzystam z Waszych pomysłów!