Poradnik : Jak się przygotować do porodu.

 

 

Jesteś w ciąży? Pierwszej ciąży? Pewnie cieszysz się z rozwijającego się w Tobie cudu życia. I słusznie. Ale mogę się założyć, że gdzieś tam w środku, tli się lęk o poród. Każda z nas tak ma, miała i mieć będzie! Niektóre kobiety przeżywają to mniej, niektóre bardziej.Ale każda z nas trochę się tego boi. Co należy zrobić, żeby ten lęk zminimalizować? Należy odpowiednio się do takiego porodu przygotować. Ja mam to już za sobą, a uwierzcie mi większej panikary niż ja nie znajdziecie :). A zatem, co było moim kluczem do lepszego samopoczucia i oswojenia się z porodem? Czy w ogóle można się przygotować do porodu?

1. Wujek google to zło!

Zaczyna się niewinnie. Wpisujemy poród, jak się przygotować do porodu czy inne słowo klucz. Czytamy ważne, wartościowe artykuły aż tu nagle wyświetla nam się reklama: rodziła 190h, poród ośmioraczków musisz to zobaczyć, to cud że to przeżyła itp. Ty wiesz, że nie wolno tam wchodzić, wiesz to i mimo tego robisz klik i oglądasz wszystkie następne linki, które podsunie Ci internet. W ten sposób na bank nie pozbędziesz się lęku 😀 Wręcz przeciwnie, nakręcisz się na maksa. Po nocach będą Ci się śniły koszmary, wizualizacje swojego porodu i w ogóle rzeczy straszne i złe. Nie tędy droga. Niepotrzebnie się tylko zdenerwujesz.

Wiadomo, że ciekawi Cię sam poród – jasna sprawa. Skup się jednak na rzetelnych, wiarygodnych faktach dotyczących tego wydarzenia. Nie potrzebujesz dodatkowych nerwów. Ja wiem, ja wiem jak bardzo ciężko jest powstrzymać dłoń przed kliknięciem i następnym i następnym. Serce bije 100 razy za szybko, źrenice są jak spodki, ręka drży ale my dalej brniemy w te makabryczne historię. PRZESTAŃ. Nikomu to nie służy.

2. Spakuj torbę do porodu

Mnie to w jakiś sposób uspokoiło. Strasznie bałam się przedwczesnego porodu, nie bez powodu zresztą. Jednak Jasio urodził się dwa tygodnie po terminie, więc te moje nerwy to powinnam spakować w konserwy jak to mówi mój mąż (słabe wiem ;)). Ale tu nie o tym kiedy urodził się mój syn. Ta torba to takie dwie pieczenie w jednym, bo przecież rzeczy do tej torby to w większości musimy kupić 🙂

Zakupy 😀 To jest czynność zawsze, ale to zawsze poprawiająca nastrój i nieważne, że kupujemy krem do pupki czy waciki jałowe, zakupy to zakupy, uwierzcie mi! Spakowana i przygotowana torba wyznacza nam pewien etap, wprowadza jakiś ład i spokój. Patrzymy na nią i oswajamy się z tym, że niedługo będzie potrzebna. W moim życiu wprowadziła pewien ład. Zawsze kiedy łapał mnie lęk, brakło mi tchu to patrzyłam na te pakunki i odzyskiwałam spokój. Tak jakbym oddychała do torby papierowej. U mnie się sprawdziło, więc polecam i Wam. Tylko nie pakujcie jej za wcześnie 😉

3. Ustal plan porodu.

W szpitalach jest możliwość wybrania położnej za dodatkową opłatą. Wtedy taka osoba powinna być z nami przez cały poród, wspierać nas i zajmować się tylko nami. W teorii. W praktyce bywa różnie, bo przecież nigdy nie wiadomo kiedy poród się rozpocznie. Tak czy siak. Mając taką położną, możemy ustalić sobie z nią plan porodu wspólnie. Gdy akcja już się rozpocznie, położna będzie punkt po punkcie trzymać się tych Waszych wspólnych zasad. Jeżeli nie decydujecie się na taką specjalną opiekę również możecie taki plan sobie rozpisać ale to już sami i ja Was do tego bardzo zachęcam! To kolejny etap uporządkowania i oswojenia się z porodem. W ten sposób można choć częściowo przygotować do porodu siebie i partnera. O tym jak ten plan sporządzić przeczytacie tutaj http://www.rodzicpoludzku.pl/Plan-Porodu. Gorąco zachęcam do sporządzenia takiego dokumentu.

Dlaczego, zapytacie?

Jest to doskonały sposób na zapoznanie się z możliwościami jakie dają nam szpitale, jakie daje nam prawo i zastanowienie się na zimno czego oczekujemy. Poród to trudna sprawa, indywidualna dla każdego i nieprzewidywalna. Warto zawczasu zastanowić się, czego chcę JA. I to jest bardzo ważne słowo JA. Bo to Ty będziesz rodzić, nie Twój mąż, nie Twoja siostra, nie Twoja teściowa czy przyjaciółka tylko Ty. Nie daj się przekabacić nikomu.

Zajrzyj wgłąb siebie i podejmij decyzje. Jeżeli chcesz znieczulenie ale boisz się o tym powiedzieć głośno, bo dajmy na to przyjaciółka głosi wszem i wobec, że jakie tam znieczulenie ona rodziła bliźniaki i żadne znieczulenie nie jest potrzebne, to pamiętaj to jest jej ciało, jej historia. Twoja nie musi być taka. Nie wstydź się powiedzieć czego chcesz, bo jak przyjdzie co do czego to nikt za Ciebie tego nie przeżyje, nawet mąż który będzie Cię trzymał za rękę będzie tylko widzem.

4. Szkoła rodzenia.

Wiem, że nie każdy ma ochotę z tego korzystać i o.k. Nie przymuszam. Jednak jeżeli macie możliwość uczestniczenia w takim kursie za darmo to gorąco polecam, w końcu nic nie tracicie. Powiem Wam jak to było u nas. Mój mąż jest z gatunku nie chcę, nie będę, po co, nie chce mi się itp. Ogólnie człowiek z napisem nie na czole. Do tego jest takim trochę uparciuchem i jak sobie coś wbije do głowy to trudno mu to wybić. (Nie żalę się tylko stwierdzam fakty) Gdy wyskoczyłam z tematem szkoły rodzenia, bo przyjaciółka chodzi i to jest za darmo i w ogóle jest superaśnie to mój mąż odpowiedział krótko bez emocji NIE. Zaraz, zaraz sobie pomyślałam. Mam jeszcze kilka miesięcy przewagi nad moją drugą połówką z racji pasażera w brzuchu, więc wstyd by było tego nie wykorzystać. Zatem prośbami, groźbami, łzami, szlochami udało mi się go tam zaciągnąć.

Powiem Wam jedno – on był bardziej zajarany ode mnie :D. Ogólnie oceniam taki kurs bardzo dobrze. Bardzo dużo informacji o samym porodzie – to nie jest jak w filmach, pierwszy skurcz i już hop siup mamy to! Ogrom informacji o pielęgnacji dziecka, duża wiedza medyczna, zajęcia praktyczne np. ubieranie lalki na czas (były emocje) i co dla mnie było najważniejsze – poznanie innych par oczekujących na swoje pierwsze dziecko. Z tymi osobami nadal mamy kontakt co jest z tego wszystkiego najbardziej wartościowe. Aha, szkołę rodzenia wybrałam w szpitalu, w którym chcę rodzić. Zobaczyliśmy jak wygląda porodówka i to też wiele daje, jak coś poznasz to nie jest już takie straszne.

5. Ciesz się życiem i nie myśl za dużo.

Nie przegapcie cudownego okresu ciąży przez ciągłe wyczekiwanie porodu. Celebrujcie każdy dzień. Już nigdy nic nie będzie takie samo i już nigdy nie będziecie w pierwszej ciąży. Odpoczywajcie, bawcie się, cieszcie się życiem, kupujcie, kompletujcie wyprawkę, odwiedzajcie przyjaciół, róbcie to na co macie w danej chwili ochotę. Nie snujcie negatywnych myśli. Skupcie się na pozytywach i tym co jest tu i teraz. Zapytacie to jak się przygotować do porodu? Jeśli zrobiłyście to co jest powyżej to nic więcej nie wymodzicie. Jesteście obkute na cztery nogi. Jak nadejdzie ten moment będziecie wiedziały co robić.

Pamiętaj, to jest Twój poród, to Ty masz się czuć najlepiej jak to możliwe. Nie pozwól aby opinia innych była decydująca. Wsłuchaj się w siebie i zrób tak jak chcesz Ty! Kieruj swoim życiem i swoim porodem a wszystko będzie prostsze.

Ja wiem, że to łatwo mówić czy tam pisać. Ja wiem. Jednak, ja już jestem po wszystkim. Wiem co piszę w takim razie. Poród przychodzi w najmniej oczekiwanym momencie, nigdy do końca nie będziemy do niego przygotowane, bo sama akcja jest nieprzewidywalna. Niektóre mają to szczęście “kichnąć” i urodzić, a inne rodzą kilkanaście godzin. Nie można się do tego przygotować, bo też różnie odczuwamy ból. Uważam jednak, że nie ma co martwić się na zapas. Nawet nie uważam, tylko to wiem! Spożytkujmy tą energię na coś bardziej konstruktywnego! A czynności opisane powyżej powinny nam w tym pomóc.

A Wam co pomogło przygotować się do porodu?

Czy bałyście się ?

Kama

Jeśli spodobał Ci się ten wpis to będę bardzo wdzięczna, gdy polajkujesz wpis na moim fanpejdżu, wpadniesz na instagrama lub polubisz mnie na FB.