Czy ciężarnej należą się jakieś przywileje?

To będzie bardzo krótki wpis. Tym razem moje przemyślenia dotyczą uprzejmości, szeroko pojętej.Temat, który dzieli Polaków niczym gang świeżaków z biedry, przynajmniej tak wynika z moich obserwacji. Ustępowanie miejsca ciężarnej.

Gdy byłam w ciąży, zauważyłam że pojęcie “ustąp ciężarnej” odnosi się tylko do części Polaków. [Tutaj z góry zaznaczę, że w każdej z grup społecznych, które tutaj wymienię zdarzały się wyjątki zarówno w stronę dobra jak i zła. Także bez ciśnienia i bulwersu tutaj proszę ;)] Nie wszędzie to ustępowanie miejsca ma charakter urzędowy, w wielu miejscach jest to po prostu taki zwyczaj, bardziej takie akceptowalne społeczne zachowanie (akceptowalne hmm. nie do końca właściwe słowo;)).

Większości kobiet 40+, ustąp miejsca ciężarnej absolutnie nie dotyczy w żadnej sytuacji. Sporo Panów w każdym wieku również ma na tą sugestię wyjebkę. Najlepsze są jednak starsze Panie wracające z jakże wyczerpujących zakupów na ryneczku i ich zmęcune siatki. Tak. Kiedyś (nadal będąc w ciąży) siatki z zakupami nie ustąpiły mi miejsca bo ich właścicielka powiedziała, że za dwa przystanki wysiada i chyba nic mi się nie stanie jak chwilę postoję. No w sumie rację kobiecina miała – nic mi się nie stało, ale jeżeli zdarzyłby się wypadek, musiałoby dojść do nagłego hamowania to mogłoby nie być już tak kolorowo.

Ciążę znosiłam nad wyraz dobrze, więc baaardzo rzadko korzystałam z tego przywileju jakie daje mi Państwo, mianowicie “wpychania” się w kolejki. Grzecznie stałam i czekałam na swoją kolej. Pamiętam jak w 8 miesiącu, czekałam na swoją kolej do pobrania krwi. Usiadłam sobie, no wiadomo wielki brzuch, ciężko, gorąco i w związku z tym mężczyzna, który zajął kolejkę za mną jakoś mnie nie wyłapał. Gdy przyszła moja kolej oskarżył mnie, że się wpycham. Czaicie? Siedziałam tam 15 minut czekając na swoją kolej a facet drze się na cały ten korytarz, że w końcu skoro mam prawo to proszę mogę się wepchnąć! Niby nic ale bardzo boli. Człowiekowi robi się tak głupio, ludzie się gapią, szukają sensacji, każdy już sobie wyrobił zdanie na mój temat dobre lub złe bez dokładnej analizy i w środku tego wszystkiego ja. Ludzka nienawiść przybiera różne formy i jest bardzo niszczącą siłą.

W 9 miesiącu musiałam iść do lekarza po receptę. Przychodnia wypełniona po brzegi chorymi ludźmi, kaszlącymi, chrychającymi, fafluniącymi no jednym słowem dom wirusów i bakterii. Nie przepuścił mnie nikt! Siedziałam dwie godziny aby wejść do gabinetu na minut 2. Powiecie pewnie: trzeba było się zapytać, skąd mieli wiedzieć. Muszę Wam przyznać rację, ale po tylu niefajnych tekstach usłyszanych przez ten brzemienny okres, słowa nie chciały się wydobyć z moich ust. Dodatkowo nigdzie nie widziałam tabliczki “ustąp ciężarnej” na którą mogłabym się powołać. Wolałam posiedzieć, poczekać niż usłyszeć jakiś chamski komentarz, niż być obiektem obserwacji całej przychodni, niż dawać się poniżać. Tak to właśnie wygląda.

We wspomnianej biedronce muszę pochwalić kasjerów, przynajmniej w tej najbliżej mojego domu, bo opinie czytałam różne. Jak tylko brzuch stał się widoczny na tyle, że nie trzeba było się zastanawiać czy zjadłam potrójnego kebaba czy mam w brzuchu dziecko, to każdy kasjer (bez wyjątku) jeśli zauważył mnie a raczej mój brzuch wywoływał mnie z tłumu. I teraz zachowanie super, na serio. Miło mi się robiło za każdym razem, po to aby za chwilę rumienić się ze wstydu. Przez takie wywoływanie wszyscy ludzie nagle zwracali swoją uwagę na mnie. Wyciągali szyje z kolejki pięć kas obok, żeby wypatrzeć co też tam się za sensacja stała. Nie winię tutaj nikogo za to, taka już nasza natura. Ja się zachowuję dokładnie tak samo 😛 To taki ludzki odruch, sprawdzamy czy jest bezpiecznie, bo podniesione głosy mogą wskazywać na jakieś niebezpieczeństwo! Ależ, spójrzmy, sprawdźmy, upewnijmy się że nic nam nie grozi i wróćmy do swoich spraw. Bo dla takiej ciężarnej nie jest fajną sprawą takie publiczne gapienie się. Ja się za każdym razem chciałam zapaść pod ziemię, faktu nie polepszała sytuacja, że z reguły znalazł się ktoś, kto pod nosem powiedział coś na temat niezasadności przepuszczania mnie w kolejce: “nic by jej się nie stało jakby postałą”, “patrz pani jaka paniusia, za naszych czasów stało się jak każdy i nic nam nie jest”, “to ona mnie powinna przepuścić”, “gówniara (zdarzało się pomimo mojego wieku:)) kto to słyszał, niewychowane to takie”, “panie kasjerze tu nie ma żadnej tabliczki, że ta pani może się wpychać tak bez kolejki” itd. itp. I co robię ja? Zapadam się pod ziemie. Najchętniej zostawiłabym wszystko i uciekła do domu. Jak odmawiam podejścia bez kolejki robi się jeszcze większe zamieszanie, bo kasjer usilnie, coraz głośniej mnie do tego namawia. Ludzie coraz bardziej się angażują w sytuację. Jak podchodzę bez kolejki komentarze nasilają się i te spojrzenia spod oka. Z reguły nie odzywałam się w ogóle. No i w sumie to nie musiałam, bo inni ludzie robili to za mnie. Bardzo często w kolejce wywiązywała się sprzeczka pomiędzy ludźmi, część była po mojej stronie część po przeciwnej i jak to w naszej naturze, szybko się to rozkręcało. A ja w tym czasie raz,dwa płaciłam i uciekałam. I sytuacja powtarzała się baaardzo często bo też często chodziłam tam na zakupy, czasem nawet i dwa razy dziennie, z racji niemożności dźwigania.

Sytuacja na poczcie. Stoję grzecznie w kolejce aż tu nagle, Pani z okienka mnie wywołuje. Głośno. Spalam buraka ale podchodzę, nauczona doświadczeniem, że odmowa prowadzi do narastania niezadowolenia wokół. Nagle Pan lat około 40, wystrzelił jak torpeda mówiąc, że wyświetlił się jego numerek i ja mogę przecież poczekać bo nic mi nie jest. Na serio. Ofuknął mnie jeszcze przy okazji trącając. Pani kasjerka widząc bierność z mojej strony obsłużyła tego Pana. I armagedon na poczcie. Część opowiedziała się po mojej stronie Pana chamem i prostakiem, a część po stronie Pana uważając, że nic mi się nie stanie jak postoję.

Takich sytuacji było mnóstwo, mogłabym tu wymieniać i wymieniać. Często ludzie przepuszczali mnie w kolejkach, raz nawet Pan prawie na siłę posadził mnie w autobusie na fotelu, żeby żadna krzywda się nie stała mojemu dziecku. Naprawdę było takich sytuacji sporo, ludzie potrafią być empatyczni i pomagają tym ciężarnym. Ale zawsze znajdzie się ktoś, kto uważa inaczej. Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie trzeba go od razu wykrzykiwać. Ja rzadko korzystałam z tego przywileju z własnej inicjatywy (wyjątkiem była komunikacja miejska tu chodziło o zdrowie mojego dziecka) bo bardzo dobrze znosiłam ciążę. Nie każda kobieta ma taki luksus i w ciąży czują się fatalnie i to nie jest ich wina. Zakupy same się nie zrobią, ciężarna też chodzi do pracy, załatwia sprawy. Ja wiem, że żyjemy w trudnych czasach, ja wiem że teraz plagą jest nerwica, ja wiem że każdy ma problemy i łatwo stracić kontrolę, ale starajmy się nie wyładowywać tych emocji na ciężarnych! Bo kto jak kto ale one nie powinny się denerwować, a trudno się nie denerwować słysząc pod swoim adresem niewyszukane komentarze. Jeśli przepuścimy jedną osobę w kolejce to chyba świat nam nie legnie w gruzach. Zdaję sobie sprawę, że są różne sytuacje i nie można nic generalizować ale proszę, powstrzymujmy się od zbędnych komentarzy w myśl zasady “mowa jest srebrem a milczenie złotem”. Większość z nas miało, ma lub będzie miało w rodzinie kobietę brzemienną. Postawmy się w takim razie na jej miejscu. Może będzie łatwiej wczuć się w to. Zwracajmy uwagę na miejsca gdzie są informacje “ustąp miejsca ciężarnej” ale nie tylko, czasem troszkę wczujmy się w sytuację tej kobiety. Ale jeżeli chodzi o ustępowanie w komunikacji miejskiej to uważam, że bez zbędnej dyskusji miejsce powinno się ustępować. Za dużo się naoglądałam i nasłuchałam przypadków śmierci bądź trwałego uszkodzenia płodu, z powodu nie zajęcia miejsca siedzącego w środku transportu podczas wypadku. Koniec kropka.

I tutaj bardzo ciekawi mnie Wasze zdanie na ten temat. Czy powinno się ustępować ciężarnej? Czy macie jakieś doświadczenia z tym związane? Bardzo ciekawi mnie Wasza opinia.

Jeśli spodobał Ci się ten wpis to będę bardzo wdzięczna, gdy zostawisz komentarz, polajkujesz wpis na moim fanpejdżu, wpadniesz na instagrama lub polubisz mnie na FB