Dieta zmieniająca rysy twarzy i samopoczucie! Zajrzyj i sprawdź

Większość z nas chciałaby coś zmienić w swoim wyglądzie: oczy, uszy, czoło, policzki, nogi, piersi, uda, pupę można tak wyliczać i wyliczać. I każdy chciałby osiągnąć efekty natychmiast jak najmniejszym kosztem. Takie czasy. Wszystko szybko, teraz, ładnie. Ja nie jestem tutaj wyjątkiem. Na dietach to ja jestem od kiedy sięgam pamięcią 🙂 Żadna z nich nie spełniła moich oczekiwań. Ba nawet po każdej było jeszcze gorzej. Efekt jo-jo zna to ktoś? To mój przyjaciel, najlepszy. I tak przez te 15 lat moja waga wahała się raz w jedną raz w drugą. Wiele kobiet może się ze mną w tym momencie utożsamić prawda? 🙂 No cóż. Tak to już u nas jest, patrzymy w lustro i cisną nam się na usta niecenzuralne słowa, oglądamy swoje odbicie z obrzydzeniem w myśli rzucając sobie wiązanki na temat naszych części ciała. Po tym spektaklu idziemy do kuchni i zjadamy czekoladę, czipsy lub inne niezdrowe kaloryczne danie, bo i tak i tak jestem gruba. Kto choć raz tak nie zrobił niech rzuci kamieniem! I te postanowienia noworoczne : “Solennie sobie obiecuję, że od 1 stycznia przechodzę na dietę i będę regularnie uczęszczać na siłownię!”. Dupa Jasiu. Ile wytrwałyście w tych postanowieniach? dwa tygodnie? Bo to jest taki mój średni wynik. Przez jakie diety ja nie przeszłam: kopenhaską, białkową, 1000 kalorii, prezydencka i wiele, wiele innych. Nigdy też nie potrafiłam do końca zajarać się ćwiczeniami, ja się szybko męczę, nie lubię się pocić ale lubię widzieć efekty. Dla efektów mogę wiele przecierpieć, ale z reguły na efekty ćwiczeń trzeba czekać za długo i moja motywacja ulatnia się w siną dal. Wiec znowu żrę wszystko co popadnie i z ćwiczeń pozostaje mi zmienianie kanałów w TV.

I taki sobie wiodłam żywot w złości i agresji do samej siebie. I zapewne niewiele by się zmieniło przez najbliższe 100 lat gdyby nie moja choroba. Jestem posiadaczką RZS. To taka paskudna nieuleczalna choroba stawów – reumatoidalne zapalenie stawów dokładnie. Tym co w tej chorobie przeszkadza mi najbardziej jest ból, ogromny ból. Leki nie zawsze pomagają, więc ten ból sobie działa czasem w tle a czasem na pierwszym planie. Ale powiem Wam coś. Zawsze uważałam, że nie ma nic gorszego niż ból reumatyczny. Po porodzie zmieniam zdanie 😉 Wracając do moich zaburzeń żywieniowych i mojego lenistwa dawno, dawno temu usłyszałam od kogoś, że na RZS można wpłynąć dietą. Ba można nawet zastopować chorobę samą dietą. Pfff pomyślałam wtedy. Znachorzy i znachorki – podziękuję! Medycyna jednak to medycyna. To było lat temu około 13. Przez ten czas, kiedy te stawy bolały coraz mocniej i coraz częściej w oczy wpadały mi artykuły na ten temat, ale nadal ignorowałam to co próbowało do mnie dotrzeć. Jednak nastał czas oświecenia! Po 5 latach zauważyłam, że dolegliwości nasilają się po spożyciu mleka krowiego. Nie za każdym razem jednak gdy wypiłam mleko lub zjadłam przetwory mleczne coś się działo. Może dlatego zajęło mi to 5 lat, a może jestem tępa 😉 Fakt jest taki, że odstawiłam mleko. Poczułam się zdecydowanie lepiej. Serio. Bóle były ale już nie tak często. Świetna sprawa. Życie stało się piękniejsze. Zażywałam wtedy dosyć silne i toksyczne leki, więc moja Pani doktor reumatolog (przeciwniczka diety jako lekarstwa) stwierdziła, że to nie ma nic wspólnego w sensie brak bóli z dietą, że to zapewne leki działają.

3 lata temu tak mniej więcej, szerzej poczytałam o leczeniu dietą m.in. Dr. Dąbrowska propaguje taką metodę. Z tego mojego wczytywania się wyciągnęłam wniosek: należy znaleźć produkt, który nam nie służy i odstawić go. Łatwo powiedzieć trudniej zrobić. U mnie na pierwszy ogień poszło mleko i jego przetwory, gluten i mięso. Czemu tak dużo? Na mleko i gluten miałam nietolerancję do 6 roku życia także wybór był prosty. Mięso? Od dawna chciałam przestać jeść mięso tylko nie miałam motywacji. Taka okazja się nadarzyła, więc poszłam za ciosem. I słuchajcie teraz. Po 3 miesiącach schudłam 5 kg! To był skutek uboczny. Jadłam wiele niezdrowych, kalorycznych rzeczy, frytki, czipsy itd. a mimo to schudłam. Zmieniły mi się rysy twarzy! To nie żart 🙂 Zawsze narzekałam, że mam opuchniętą twarz pod spodem, taki podbródek ala Ryszard Kalisz. Po odstawieniu tych produktów, podbródek nadal jest, ale już nie taki! Sprawa najważniejsza moje stawy wyciszyły się a moje samopoczucie stało się genialne. Nie sądziłam, że to co jemy ma tak ogromny wpływ na nasze życie. Serio. Byłam w szoku! Muszę jednak zaznaczyć, że trwało to 3 miesiące zanim zauważyłam różnicę. W ostatnim czasie okazało się, że produktem którego nie toleruję jest również ziemniak! Ale Wy nie wiecie co to znaczy. Ja kocham ziemniaki, nie potrafiłam sobie bez nich wyobrazić życia. Mimo to, odstawiłam ziemniory. Efekt? Bóle się cofnęły. Jest to o tyle istotne, że w tym momencie karmię piersią i nie mogę przyjmować żadnych silnych leków na moją chorobę. Dieta pomogła. Choroba jest, daje o sobie znać ale da się to wytrzymać. I wiecie co? Ja mam pewność, że trzymam ją w jakimś stopniu w szachu. Gdy tylko zjem coś z produktów niedozwolonych pojawia się ból. I to jest moja motywacja 🙂

U mnie jest to gluten, mleko, mięso wołowe i ziemniaki (narazie tyle odkryłam). Mój mąż nie jadł glutenu razem ze mną, taka solidarność ale bardziej chyba chęć odchudzenia 😉 i u niego efektów w zmianie samopoczucia nie było żadnych. Nie jestem zwolennikiem odstawiania glutenu – bo to jest teraz w modzie. Gluten jest ważnym składnikiem naszej diety i jeżeli nie mamy na niego jakiegoś uczulenia bądź nietolerancji nie uważam za zasadna pozbawiać się go. Ale każdy tutaj musi decydować za siebie 🙂 Ja lekarzem nie jestem, mogę tylko bazować na swoim doświadczeniu.

A jak jest u Was? Macie jakieś sposoby na utrzymanie diety? Stosujecie jakieś diety?

Miłego dnia 🙂

Jeśli spodobał Ci się ten wpis to będę bardzo wdzięczna, gdy zostawisz komentarz, polajkujesz wpis na moim fanpejdżu, wpadniesz na instagrama lub polubisz mnie na FB.